Pianola
Maestro Sergio Praccia starł pot z czoła batystową chustką. Zbliżał się moment podniesienia kurtyny i nerwy wszystkim dawały się we znaki. Maestro zebrał myśli. Zaraz zobaczy całą śmietankę towarzyską Imperium zasiadającą w Operze Eolskiej, niecierpliwie czekającą na jego dzieło. Genialny kompozytor i dyrygent w jednej osobie napiął wszystkie mięśnie i powoli wypuszczając powietrze rozluźnił je. Wiedział, że nie poprowadzi orkiestry, jeśli jego ruchy będą sztywne. Wiedział też, że nie może zawieść. Jego życie wisiało na włosku, a nożyce, które mogłyby ten włos przeciąć spoczywały w rękach mężczyzny z loży honorowej. Mężczyzny, który rządził Imperium. Wiecznie żyjącego elfa Imperatora Arcymaga Juliana.
Kurtyna poszła w górę…
Na początku dźwięki delikatnie obwieściły początek. Muzyka jest jak opowieść. Ma preludium – wprowadzenie, kulminację i zakończenie. Kiedy Maestro Sergio dowiedział się o tym jaki zaszczyt go spotkał – że ma ułożyć symfonie na uroczystość kolejnej rocznicy koronacji Imperatora Arcymaga – od razu stwierdził konieczność poznania historii, która głęboko poruszyłaby elfa.
Imperator poruszył się niespokojnie. Struga potu pociekła mu po plecach. Tłum wypełniający sale był tak gęsty, że elf niemal żałował tego, iż musiał się tu pokazać. Po raz kolejny poruszył się dopiero, gdy usłyszał dźwięki pianoli.
Maestro Sergio znał historię, która poruszała do głębi. Historię kobiety, której duma była nieomal legendarna: lady Sylvii de FauconRouge. Jej nazwisko znane było jeszcze kilkanaście lat temu, gdy jako wirtuoz gry na pianoli pojawiła się na dworze Imperatora. Jej talent jaśniał niczym gwiazda. Teraz, gdy preludium zakończyło się, zabrzmiała prezentacja tematu pianoli. Delikatne pasaże i gamy zaledwie dotykały istnienia Sylvii. Maestro zerknął do loży honorowej i ujrzał wyraz zainteresowania na twarzy Arcymaga.
Kobieta niespokojnie poruszyła się w loży. Jej smukłe palce bezwiednie tarmosiły brzeg białej sukni, a usta przygryzały kosmyk ciemnych włosów.
Muzyka dochodząca z pianoli opisała piękno i talent Lady Sylvii. Poruszyła temat jej niezłomnej duszy. Wznosząc się wyraziła zdziwienie jej przybyciu na dwór Imperatora. Zabrzmiał pierwszy dysonans.
Julian poruszył się znowu. Muzyka kazała mu przypomnieć sobie lady Sylvię, w chwili, gdy pierwszy raz ją ujrzał, będącą samą muzyką, w chwili, gdy zapłonął pożądaniem do Dandyjskiej kobiety.
Dysonans trwał. Zgrzytliwie brzmiące dźwięki zawisały, podtrzymywane batutą Maestra. A on sam śnił. Przeżywał. Czuł uczucia rozrywające ciało młodej kobiety, gdy nie znający sprzeciwu Arcymag całkowicie otwarcie postawił swoje żądania.
Kobieta w zamyśleniu sięgnęła ręką własnych włosów. Przeszył ją gorący dreszcz.
Chaos dźwięków osiągnął punkt kulminacyjny i teraz opadał lawiną półtonów, skrzypliwych zawodzeń skrzypiec, uderzeń w klawisze pianoli.
Odmówiła. Jak śmiała odmówić?!? Jemu, władcy królestw, pod którego spojrzeniem królowie padali na kolana a kobiety drżały gotowe umrzeć za niego! A jednak. Wspomnienie wzbudziło w nim gniew. Tak jak wtedy wzbudziła w nim gniew jej odmowa. Pamiętał, że siłą czarów sprawił, by będąc całkowicie świadoma swego poniżenia czuła jak odmiennie od jej zamysłów reaguje jej ciało, jak zmusił ją do wyjścia z sali i oczekiwania na niego w jego apartamentach. Jak potem uwolnił ją od czarów i chwycił jedną ręką jej obie ręce. Jak drugą grał na niej z taką wirtuozerią jak ona wcześniej na pianoli. Jak zamiast krzyknąć, czy westchnąć gdy nadeszła chwila spełnienia poniżona osunęła się na posadzkę płacząc. Jak z płaczu roześmiała się szaleńczo i naga, tańcząc, przebiegła przez korytarze pałacu, nie zatrzymywana przez nikogo. Szalona. Taką ją zapamiętał.
Po policzku kobiety spłynęła łza.
Młody Sergio Praccia na werandzie swego domu słuchał pianoli. Jej dźwięki wrzynały się w jego jestestwo. Od kiedy pamiętał matka, słysząc te dźwięki, odprowadzała go do najdalsze krańce domu, aby nie słyszał. Tam mieszka szalona kobieta – mówiła. Mówiła też, że to szaleństwo jest w muzyce, że razem z nią może owładnąć człowiekiem. Teraz jednak matki nie było a on zaciekawiony dźwiękami dotarł tu, na werandę swego domu. Muzyka hipnotyzowała go. Była jak szał. Wiele lat uczył się potem tamtego utworu, by teraz móc zagrać go, wpleść w symfonię. Ale wtedy? Wtedy były tylko dźwięki pianoli, biała koszula Sylvii i zgarbiona jej postać, i ciemne, długie, potargane włosy Sylvii, pasja Sylvii, jej gniew, poniżenie, wściekłość, zraniona duma, nienawiść i miłość. To najbardziej zdumiało młodego Sergia. Tyle sprzecznych uczuć. Potem, gdy poznał jej historie bliżej, zrozumiał.
Imperator poznał dźwięki utworu popisowego. Śniły mu się w nocy, nawiedzały sny wraz z szalonym śmiechem Sylvii i zapachem jej ciemnych włosów. W jego oku, po raz pierwszy od wielu lat pokazała się łza. Zapragnął swych kochanek, lecz dwie kapryśne maginie nie przyszły na uroczystość. Zapragnął służby, ale odesłał ich przedtem by nie przeszkadzali mu podziwiać muzyki. Przeczucie podpowiedziało mu jednak, że nie jest w loży sam.
Kobieta sięgnęła do swych upiętych włosów i wyciągnęła długą szpilę. Ciemne kosmyki rozsypały się w nieładzie. Podniosła rękę z zamiarem zadania ciosu, gdy dosięgneła ją władza jej własnej muzyki. Poczuła dreszcz, tak jak wtedy, gdy w apartamencie trzymał ją za ręce a jej ciało zdradziło ją. Więcej łez zaćmiło jej spojrzenie, już, już miała uderzyć, gdy zrozumiała znaczenie motywu… Motywu, który przez lata wplatała w swoją muzykę jak kwiaty we włosy. Że przez te wszystkie lata, gdy planowała swoją zemstę tak naprawdę kochała go miłością złą. Miłością, która niszczyła sprzecznościami jej egzystencję. Wtedy właśnie obrócił się i zobaczyła, znów, po latach, jego nie zmienioną czasem twarz.
Zdradził ją szczególny oddech. Julian odwrócił się i stanął twarzą w twarz z nią. Jej ciemne włosy okalały twarz, na której całe lata szaleństwa odbiły swe piętno. Usta zaciśnięte w wąską linię, drżące. Nie obeschnięte łzy na policzkach. W ręku szpila, w oczach szaleństwo i… miłość? Tak. Zobaczył, że dążyła do niego przez całe życie.
Maestro Sergio Praccia wyrwał się z odmętów swojej pamięci. Maestro Sergio Praccia przeżywał. To, co było dalej to już nie historia… to jego własne zakończenie w harmonii i pięknie. Bo przecież mogłoby tak być.
Julian stał, osłupiały. Widział jak Sylvia zmaga się ze sobą.
Sylvia słuchała rozwinięcia jej własnego tematu. Ból ścisnął jej serce, gdy zdała sobie sprawę, co Sergio Praccia chciał im powiedzieć. Że jeszcze może żyć. Że przecież wtedy go zauroczyła.
To nie była ta sama kobieta, którą poznał owego letniego popołudnia…
Nie była już tą samą osobą, co tego pamiętnego dnia. Wiedziała, że takie zakończenie było zbyt piękne, by było prawdziwe. Wyczuła też własne szaleństwo i w przebłysku świadomości wbiła szpikulec, prosto w serce, aż po rękojeść. To zdradliwe serce.
Imperator Arcymag Julian, zwany Czarnym upadł na kolana w swej loży.
Maestro Sergio Praccia nie widział tego, zbyt pochłonięty zakończeniem kompozycji.
W loży honorowej Julian klęczał nad ciałem kobiety, której jedynym grzechem była nieuleczalna duma i myślał o ile bardziej szczera była jej miłość od miłości tych wszystkich rumieniących się kobiet. Patrzył jak życie ucieka z tej kruchej, krótkowiecznej istoty i przez chwilę wzruszył się. Złożył na chłodnych już ustach pocałunek myśląc, czy magią nie uratować jej gasnącego życia. Nie! Póki jest Imperatorem. Póki jest Arcymagiem. Nie może pozwolić sobie na choćby jedno słabsze ogniwo.
Kurtyna opadła.
Maestro Sergio Praccia nagrodzony gromkimi brawami i stosowną ilością złota wrócił na oświetloną słońcem werandę, lecz nigdy więcej nie usłyszał pianoli.

Dodaj komentarz